Góry Opawskie – czy warto je odwiedzić?

   Kiedyś mój sąsiad, widząc mnie schodzącego z plecakiem, spytał mnie, gdzie się wybieram. Odpowiedziałem, że na całodzienną wyprawę w Góry Opawskie. Wprawiło go to w zdumienie. Nie wiedział, ani gdzie one leżą, ani w którym kierunku trzeba wyjechać, żeby do nich dotrzeć. Kilka dni później jeszcze kilku osobom mówiłem o nich, i też nikt w moim otoczeniu (na Górnym Śląsku) o nich nie słyszał. Opawa kojarzy się z Czechami więc nie do wyobrażenia było, żeby takie góry leżały w jakimkolwiek kawałku w Polsce.

   Uświadomiłem sobie, że większość ludzi w tym pięknie uprzemysłowionym regionie jest w stanie skojarzyć góry co najwyżej z Wisłą lub Ustroniem, tudzież z Zakopanem i to wszystko. Oczywiście nie mam nic przeciwko tym miejscowościom, ale z powodu masowego napływu turystów wszelkich rodzajów mi one nie odpowiadają. Tumult i ścisk jest codziennością w wielu miastach Śląska, więc planując wypoczynek warto wybrać jakiś nieuczęszczany i nieoczywisty kierunek podróży.

   Góry Opawskie w swojej właściwej części na terenie Polski tworzą cztery enklawy: w najniższej wschodniej zwanej też Trzebińskim Lasem nie ma żadnych szlaków i infrastruktury turystycznej (najwyższe wzgórze to Lipowiec – 369 m n.p.m.); druga część to masyw Długoty (487 m n.p.m.) – jest tu kilka szlaków turystycznych, ale cały efekt psuje czynny kamieniołom szarogłazu „Dębowiec”, a na dodatek północna część tej enklawy łączy się bezpośrednio z Prudnikiem, więc nie da się w niej zaplanować spokojnej, całodziennej wycieczki; najbardziej na zachód wysunięta jest Góra Parkowa (543 m n.p.m.) – jest to mały obszar o dość często wydeptywanych ścieżkach, i dlatego najlepiej dotrzeć tam przy okazji poza sezonem; czwarta – została omówiona osobno poniżej.

Jest nią główny masyw, centralny względem pozostałych i najrozleglejszy, z najwyższym szczytem po polskiej stronie – Biskupią Kopą (890 m n.p.m., przez wierzchołek przebiega granica z Czechami) oraz dwoma bazami wypadowymi – Jarnołtówkiem i Pokrzywną w dolinie Złotego Potoku. To właśnie w tej części rozpoczynaliśmy nasze wyprawy i poznawanie Gór Opawskich, i w zasadniczej części na niej je zakończyliśmy (choć zwiedzaliśmy również czeskie zakątki – o tym będzie niżej). W jej najniższych częściach zachowały się częściowo lasy liściaste zbliżone do naturalnych, dostarczające pod dostatkiem cienia w ciepłe dni, oraz pokarmu dla zwierząt w niej bytujących.

Góra041
Wieża widokowa na Biskupiej kopie (po czeskiej stronie – wstęp płatny, w koronach)

Pierwszy raz wylądowaliśmy w Pokrzywnej w czerwcu 2009 roku i zaparkowaliśmy na parkingu przy drodze na Dębowiec nad stawami (obecnie teren ten został zajęty przez park rozrywki/linowy – nowy parking został przygotowany nieco niżej). Wtedy to miejsce miało swój urok, dzisiaj z powodu ogólnego hałasu odradzam z korzystania z niego. W godzinach otwarcia owego przybytku głośne, uciążliwe dudnienie zwane przez niektórych muzyką rozlega się daleko po stokach gór (Pokrzywna leży w dolince, a łupki fyllitowe budujące jej ściany bardzo dobrze, niestety, odbijają dźwięk). Schodząc po południu po zakończeniu wycieczki w dolinę Złotego Potoku, do parkingu,  można marzyć tylko o tym żeby jak najszybciej schronić się w samochodzie i odciąć od tego czegoś. Nie wiem jak to jest, ale niektórym wydaje się, że to trzeba dążyć do wzoru znanego z Zakopanego, podczas gdy w rzeczywistości powinno być odwrotnie – to Zakopane powinno się cywilizować, i dążyć do standardu miejscowości o wysokiej kulturze bytowania.

Wracając do głównego tematu – na początek postanowiliśmy poznać atrakcje skalne Gór Opawskich: przejść niebieskim szlakiem przez Gwarkową Perć – jest to miejsce gdzie szlak turystyczny przechodzi przez stary kamieniołom łupków i gdzie jest jedyna w tych górach drabinka (taka mikro-via ferrata). Jest to piękne miejsce, i nic nie straciło ze swego uroku po dziś dzień, można dotknąć i zobaczyć materiał z którego zbudowane są te małe góry, ale na drabince trzeba uważać przy deszczowej pogodzie (bywa śliska).

Rury029
Drabinka w Górach Opawskich (Gwarkowa Perć)

Następnie schodząc przez skały tzw. Piekiełka (stary kamieniołom łupka przy żółtym szlaku) oraz przez Bukową Górę zeszliśmy na początek Jarnołtówka (nazwa nawiązuje do pierwszego osadnika i założyciela – Arnolda – dlatego miejscowość nosiła kiedyś nazwę Arnoldsdorf).  Zastanawiałem się po drodze, po co tyle tego łupka było kiedyś potrzebne (wszędzie dookoła istniały kamieniołomy) – okazało się że był używany po odpowiednim przycięciu m. in. jako dachówka oraz płytka chodnikowa. Jest to całkiem niezły pomysł, gdyż jest dość trwałym materiałem, ładnie wygląda i nie trzeba go wypalać, gdyż to już dawno się odbyło, zapewne we wnętrzu Ziemi, jak mniemam. [Całkiem niedawno widziałem dom pokryty taką dachówką – wyglądał genialnie]

Rury039
Zbudowane z łupka skałki w Piekiełku

Po drugiej stronie doliny naszym celem był odpoczynek przy Żabim Oczku – kolejnym miejscu w którym wydobywano łupek, a które z racji nieprzepuszczalnego podłoża zostało zalane wodą, tworząc niewielki zbiornik wodny. To zbocze doliny Złotego Potoku jest strome, a szlak wiedzie przez miejsca nierówne i czasem wprost przez postrzępione, wystające z ziemi skały (niektóre bardzo ostre). O, jakież było nasze zdumienie gdy spotkaliśmy tam panią w szpilkach, która bardzo powoli starała się (tak sobie myślę) dojść do Jarnołtówka – gdy ją minęliśmy po ok. 15 minutach rozpętała się burza, więc raczej o suchej stopie jej się to nie udało. Nam za to udało się dotrzeć do naszego celu gdzie schroniliśmy się pod zadaszoną ławką i przeczekaliśmy opady deszczu. Niestety zmiana pogody sprawiła, że postanowiliśmy zakończyć wycieczkę i zejść do samochodu.

Wróciliśmy późną jesienią tego samego roku, przy czym tym razem zmieniliśmy trasę i wędrowaliśmy wzdłuż granicy rezerwatu Cicha Dolina tzw. saperską drogą (żółty szlak).  Naszym celem była Biskupia Kopa oraz ruiny zamku biskupiego Leuchtenštejn (jak się później okazało z zamku prawie nic zostało), a wracaliśmy ścieżką przyrodniczą wzdłuż doliny Bystrego Potoku (na początku biegnie razem z żółtym szlakiem od schroniska pod Biskupią Kopą). Niesamowita kolorystyka jesiennego ubarwienia liści drzew, oraz specyficzne, jesienne światło rozświetlało to miejsce w sposób niesamowity.  Ponownie, tak jak za pierwszym razem Góry Opawskie zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Obiecaliśmy sobie, że w przyszłym roku znów je odwiedzimy.

Gorcok025
Późnojesienne światło przebijające się przez korony drzew (droga na Biskupią Kopę)

Z racji krótkiego, późnojesiennego dnia nie mogliśmy pozwolić sobie na długą wycieczkę, ale klimat tej wyprawy na długo pozostał nam w pamięci. I dlatego  postanowiliśmy wrócić w następnym roku ponownie w czerwcu (2010), ale z założeniem, że nieco bardziej zwiedzimy czeską stronę i pozwolimy sobie (o ile pogoda dopisze) na naprawdę intensywną eksplorację turystyczną zaplanowanych tras.

Stosunkowo szybko wspięliśmy się na Biskupią Kopę, a z racji czystego nieba postanowiliśmy skorzystać z położonej na jej wierzchołku wieży widokowej (stoi po czeskiej stronie, warto mieć trochę koron czeskich w kieszeni) żeby podziwiać okolicę. Widoki są niesamowite, a fakt że wieża jest murowana (postawiona w 1898, w miejscu rozebranej pierwszej drewnianej konstrukcji) czyni z niej miejsce dostępne dla każdego (zmniejszone odczuwanie lęku wysokości/przestrzeni). Taki o to, poniższy widok rozpościera się z wieży w kierunku Głuchołazów, Konradowa i Góry Parkowej:

Opava0564
Panorama z wieży widokowej na Biskupiej Kopie w stronę Głuchołazów

Schodząc zielonym szlakiem na czeską stronę doświadczyliśmy czegoś niesamowitego – od początku przejścia przez obszar lasu bukowego pełnego mniejszych i większych strumieni nie mogliśmy opędzić się od niezwykłego zapachu przypominającego coś w rodzaju świeżej sałatki, nie wiem, może świeżych warzyw z majonezem (to subiektywne, trudne do zdefiniowania uczucie), po prostu cały las był nim przesiąknięty, ale jednocześnie sprawiał wrażenie dość przyjemnego, odświeżającego i inspirującego. Prawdziwa uczta dla zmysłu powonienia. Jak się okazało cała ta woń była efektem obfitego kwitnienia łanów czosnku niedźwiedziego, który całkiem licznie porasta ową część lasu (co do nazwy tego typu obszarów leśnych, to jest to buczyna źródliskowa – w Polsce też występuje). Ów czosnek (liście) służy też jako przyprawa do mięs, więc jego zapach może być Wam znany.

opava0570.jpg
Czosnek niedźwiedzi w buczynie źródliskowej na zachodnich stokach Biskupiej Kopy

Po przejściu tego odcinka wychodzi się wprost do niegdyś górniczego miasteczka – Zlatych Hor (Złotych Gór). Nazwa oczywiście nawiązuje do złota wydobywanego wszędzie w tych okolicach w wiekach średnich i nieco późniejszych aż po 1989 rok. Sama miejscowość robi bardzo dobre wrażenie, zdecydowanie może być bazą wypadową i punktem startowym wielu wycieczek. W trakcie naszej eskapady wjechaliśmy wyciągiem (co ciekawe działał on wtedy codziennie) do ruin zamku Edelštejn, położonego na stokach Góry Poprzecznej (Příčný vrch) górującej nad Złotymi Górami, obejrzeliśmy resztki murów tej budowli (kiedyś musiała być naprawdę dość rozległa) i podziwialiśmy doskonały widok w kierunku północnym. W zasadzie można sobie jeszcze wyobrazić, jak kluczowa była jej rola w strzeżeniu górników wydobywających kruszce w Górach Opawskich (w tym też dość obficie na jej stokach), gdyż roztacza się z niej doskonały widok na Zlate Hory i wszystko co się dzieje wokół tej miejscowości widać jak na dłoni.

Sama Góra Poprzeczna osiągając wysokość 975 m n.p.m jest najwyższym szczytem czeskiej części i całego pasma Gór Opawskich i można w jej obszarze poprowadzić jeszcze kilka ciekawych wypraw (ale to już plany na przyszłość). Chcę tylko wspomnieć że wydobycie złota i innych szlachetnych kruszców sprawiło że w wielu miejscach zbocza tej góry przypominają szwajcarski ser, a wejścia do sztolni znajdują się nawet co kilka metrów.

Po powrocie na polską stronę, pełni nowych, inspirujących wrażeń, wróciliśmy do domu i na parę lat zapomnieliśmy o Górach Opawskich skupiając się na innych kierunkach wędrówek. Niemniej, mając w pamięci wszystkie przyjemne wspomnienia z lat 2009-2010 postanowiliśmy wrócić w to miejsce wczesną wiosną 2016.  Sądziliśmy, że i tym razem zrobią na nas niesamowite wrażenie i będzie to kolejna udana wycieczka.

Tak się niestety nie stało. Po pierwsze, gdy przyjechaliśmy na znany nam parking okazało się że został on przeniesiony nieco niżej, a dawniejsze miejsce zajął park rozrywek. Co prawda jak przyjechaliśmy rano, jeszcze było cicho i przyjemnie ale później się to zmieniło, a hałas i prymitywne hity muzyki popularnej zakłócają ciszę ludzi jak i mieszkańców lasu (niestety, oni chyba cierpią najbardziej). Czy nie można czegoś takiego prowadzić z uwzględnieniem interesów wszystkich stron? Najwyraźniej nie.

Szukając miejsc nieodkrytych jeszcze przez nas, tym razem postanowiliśmy poprzez Perć Gwarków wejść na skały zwane Karlikami, a następnie zejść do Jarnołtówka i wejść na Biskupią Kopę, po czym wrócić poprzez Srebrną Kopę (wzdłuż granicy, szlak czerwony) oraz Zamkową Górę (z pewną charakterystyczną skałą na szczycie). Niestety już w Jarnołtówku okazało się to niezwykle trudne. Ulice prowadzące do podejść na Biskupią Kopę w Jarnołtówku były pełne wyschniętego błota, które przy każdym przejeździe samochodu, nawet jadącego z małą prędkością,  eksplodowały kilkumetrowymi tumanami kurzu w których nie dało się iść. Tak napotkaliśmy pierwsze drobne efekty masowej wywózki drewna. Następnie po wejściu do lasu czerwony szlak cały utonął w błocie rozjeżdżonej totalnie przez ciężki sprzęt drogi – do wyboru mieliśmy albo przedzieranie się gęstym, młodym lasem, albo brnięcie w błocie po łydki.

Po przejściu tego bardzo ciężkiego i mozolnego docinka czekała nas kolejna atrakcja – brak oznaczeń szlaku z powodu wycinki całych pasów drzewostanów – po gałęziach i resztkach widać, że wycinano nie tylko świerka (tzw. działania antykornikowe), ale również buki i jodły i inne gatunki (czyli wszystko co wpadło pod piłę). Proszę pamiętać, że kornik nie gustuje w bukach, jodłach i jaworach. Jego pokarmem jest świerk, szczególnie taki osłabiony, najlepiej podczas suchego lata.

 Na szczęście widzieliśmy w oddaleniu  innych wędrowców, którym udało się znaleźć przejście i w końcu, po zakończeniu całej tej gehenny, udało nam dostać się na wierzchołek Biskupiej Kopy. Myśleliśmy, że to koniec i schodząc inną stroną jakoś uda nam się spokojnie i przyjemnie wrócić. Niestety nie było to takie proste.

WP_20160327_052
Wycięty odcinek lasu na stokach Srebrnej Kopy

Jak widać na powyższym zdjęciu, stopień wycinek jest bardzo duży i powoduje ogałacanie z drzew całych przestrzeni lasu. Nawet jeśli do dziś znakowanie szlaków zostało odnowione, to niestety, w takich miejscach zanim ktoś podejmie jakiekolwiek działania w celu odnowienia lasu, niemalże natychmiast bujnie zaczną wyrastać zarośla (np. paprocie, jeżyny, wysokie trawy itp.) utrudniające wędrówkę i sprawiające, że stanie się ona nieprzyjemna.

wp_20160327_046.jpg
Stosunkowo wiele obszarów lasu zostało wyciętych w Górach Opawskich

Wracając kilkakrotnie trafiliśmy na dawne miejsca, które pamiętaliśmy z niezwykłej, czasem wręcz bajkowej atmosfery – a tym razem całkowicie z niej obdarte. Wycinki sięgają  aż do rezerwatu Cicha Dolina, miejsca gdzie rośnie las zbliżony do pierwotnego. Co z tego, że wciąż pozostanie kilka obszarów nietkniętych ludzką ręką, skoro będą one tylko plamami na obszarach zdewastowanych (lub inaczej: zdegradowanych). Jest też oczywiste dla każdego, że las rośnie bardzo długo a gatunki liściaste, właściwe dla niższych obszarów górskich nie są w modzie wśród leśników od co najmniej 100 lat (bo przecież liczy się, żeby szybko produkować i sprzedawać, co z tego co tam powinno rosnąć, to jest nieważne). Nic się w tej kwestii, niestety, nie zmieniło. Pozwolę sobie tutaj na pewną dygresję: skoro zmienia się klimat i jest to coraz bardziej widoczne (i oczywiste dla każdego, kto interesuje się nieco bardziej środowiskiem, w którym żyje), to myślę, że nawet jeśli później jakaś osoba podejmie dobre decyzje w tej kwestii, to i tak nic to nie zmieni, ponieważ np. zmiana stosunków wodnych nie pozwoli na rozwinięcie się jakiejkolwiek pożytecznej roślinności.

Zmierzając po tej ostatniej wycieczce do domu, pierwszy raz mieliśmy wrażenie, że do Gór Opawskich nie warto wracać – wszystko cokolwiek się zmieniło, zmieniło się na gorsze. Może nie każdy będzie tego samego zdania, ale my postanowiliśmy sobie od nich odpocząć; w pewnym sensie dać im czas – niejako powiedzieliśmy im: „zregenerujcie się, o ile to możliwe, i wróćcie do dawnej formy, a my przyjedziemy sprawdzić jak wam się wiedzie”. Niestety dobrze się nie wiedzie, a potwierdzają to doniesienia napływające również z czeskiej strony pod tym linkiem:

Góry Opawskie: zamiast lasu gołe zbocza

Dlatego odpowiadając na pytanie postawione w tytule niniejszego wpisu ja mógłbym odpowiedzieć następująco: jeśli mieszkasz blisko, i możesz częściej tam bywać to korzystaj (i daj znać gdyby coś się poprawiło), ale jeśli mieszkasz trochę dalej (np. 80 – 90  km) to lepiej sobie odpuść, gdyż nie warto zmagać się z tym na co nie masz wpływu, a co zakłóca spokój, który – w mojej prywatnej ocenie – jest najważniejszą rzeczą w życiu.

5 myśli na temat “Góry Opawskie – czy warto je odwiedzić?

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Shristy Singh

Adding Creativity Through Brush...........

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

Orginal wild art nature download wallpaper background photo forest birds swamp black foggy smoggy flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki Wild Nature Discover and download hight resolution pics / Pobierz moje obrazy o wysokiej rozdzielczości do swoich projektów, obrazów, tapet, plakatów, okładek, postów...

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania i ekspertyzy przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: