Romanka na wiosnę – Beskid Żywiecki

Wśród wszystkich gór Beskidu Żywieckiego, Romanka ma dla mnie znaczenie szczególne. Przede wszystkim dlatego, że uznaję ją za powiązaną z Jeleśnią, czyli miejscowością, gdzie pierwszy raz spędziłem „świadomy” urlop w górach, oraz dlatego, że była to pierwsza również świadomie zdobyta góra, której klimat zrobił na mnie tak niesamowite wrażenie, że pewne obrazy w mej głowie zostały w niej wyraźnie zapisane już na zawsze. Jakieś 20 lat temu jej klimat, zdrowe drzewa (które wyraźnie pokazywały kierunek najczęściej smagających ją wiatrów), niezwykła cisza (pełna oddechu góry) oraz specyficzna pogoda sprawiła, że Romanka zapadła mi mocno w pamięć. Dlatego zapragnąłem ponownie przejść jej wierzchołkiem, niejako wrócić do „początku”.

I tak jak kiedyś, wybrałem na bazę wyjściową Sopotnię, z tą różnicą, że tym razem była to ta Wielka a nie ta Mała. W jej środku znajduje się zarazem jej najcenniejszy skarb – Wodospad w Sopotni Wielkiej. Dlaczego ów ujęty skałami fragment strugi wodnej jest tak cenny? Ano, dlatego, że jest najwyższy w całym Beskidzie Żywieckim; i nie tylko w tym, ale również w całym pozostałym Beskidzie wyższego, w chwili obecnej, nie znajdziecie.

Wodospad w Sopotni Wielkiej – od góry

Tutaj jest miejsce na pewną dygresję – tym razem niestety (dla niektórych) znów językową. Czy zastanawialiście się kiedyś skąd pochodzą nazwy najrozleglejszych polskich i europejskich gór, czyli Beskidów (i Bieszczad) oraz Karpat? No cóż, odpowiedź jest nieco szokująca – z języka albańskiego! Oczywiście zaraz odezwą się głosy: „Ale jak to?”, „Skąd i jak?”, „Dlaczego?”, „Czyż do Albanii nie mamy jakieś 1000 kilometrów?!”. W języku albańskim zachowały się dwa słowa pokrewne: pierwsze to karpë czyli ‚skała, skalna turnia’ (to wtóre znaczenie występuje bardziej współcześnie), a drugie to bjeshkë czyli ‚góra, wysoka góra’.

Badania językowe wykazały, że rodzime słownictwo albańskie ma więcej nawiązań do języków słowiańskich, niż do innych języków z rodziny indoeuropejskiej. Są to dowody świadczące o tym, że przodkowie Albańczyków (podobnie jak i Słowian południowych), przybyli na tereny, gdzie obecnie zamieszkują, z północy (przed, lub na początku istnienia Imperium Rzymskiego). Ponadto – podobnie jak Greków – mieszkańców Albanii cechuje brak rodzimej terminologii morskiej. Był zatem pewien etap w historii, gdy byliśmy sąsiadami. Zapewne dobrymi, skoro przejęliśmy nazwy tych pięknych gór z ich języka. Słowianie z czasem stali się liczni i podzielili na wiele narodów, Albańczycy zostali natomiast szybko podbici przez Rzymian (jako Ilirowie) i ulegli częściowej romanizacji, język albański przetrwał tylko w górach. Rozpad Imperium Rzymskiego i zamieszanie powstałe na Bałkanach umożliwiło im przetrwanie do czasów dzisiejszych, przy czym ich język w obrębie rodziny języków indoeuropejskich tworzy izolowaną podrodzinę z tylko jednym językiem – albańskim. I tyle dygresji 🙂

A tym razem wodospad w pełnej krasie podczas marcowej odwilży

Wodospad wiosną, niestety jakiś czasem temu suchą, nie pokazał swojej pełnej siły, ale i tak zrobił wspaniałe wrażenie. Wyżłobił dość spory kocioł wokół swojej podstawy, co może świadczyć o tym, że bywały kiedyś takie deszcze lub roztopy, że znacznie bardziej kiedyś mógł zawirować wodę u swej podstawy. Oczywiście erozja małymi kamykami, które regularnie z góry potok zasilający go przynosi, też zdążyła zrobić swoje.

Tymczasem wracając do wyprawy – do wysokości ok. 1100 metrów było sucho i nie występował żaden śnieg na szlaku, ale już powyżej najpierw w postaci niewielkich łat, a potem całych polan się pojawiał. I wśród gęstych świerczyn, w dołach osłoniętych przed ciepłym wiatrami i wiosennym słońcem, bywał niezwykle głęboki. Pamiętam, że miejscami sięgał powyżej kolan, co było dość niezwykłym przeżyciem podczas dnia, w czasie którego temperatura sięgała w dolinie 20 stopni Celsjusza.

Widok ze stoków Romanki w stronę Diablaka

Tam, gdzie centralna gwiazda naszego układu planetarnego oświeciła obficie strumieniami swoich fotonów stoki Romanki, śnieg stopniał całkowicie, wnikając pod postacią wody w spękaną glebę na skałach. Możliwe też, w pewnym stopniu uległ sublimacji, gdyż większe wysokości górskie mają swoje prawa, inne niż ich dolinne odpowiedniki. Pewne najwyższe wierzchołki pozostały natomiast okryte śniegową pokrywą. Im wyżej, tym wyższy opad, tak więc nie jest to nic nadzwyczajnego. Im wyżej, tym również bliżej kosmosu, a tam jest naprawdę bardzo zimno. Choć są okolice w pobliżu potężnych, niezwykle gęstych ciał niebieskich, gdzie jest bardzo gorąco, a materia w postaci dysków (zwanych akrecyjnymi), rozpędzona do niewyobrażalnych prędkości rozpala się do temperatur rzędu dziesiątek tysięcy stopni. Na szczęście w naszym mikrokosmosie jest spokojnie.

A tak wyglądało Pilsko

W sumie lepiej, że trafiliśmy na śnieg, gdyż tam gdzie nie poświeciło słonko, ale utrzymywało się złapane ukształtowaniem terenu jakieś ciepło, wiatrem południowym przyniesione, tam właśnie trafialiśmy na potoki wody wymieszane z typowo wiosennym błotem. Najbardziej oczywiście ucieszyliśmy się z miejsc suchych, gdzie tak naprawdę można by było się opalać. Jakby nie patrzeć, to fakt jest taki, że słońce w górach opala najlepiej – bo w odpowiedniej mierze i bez szpanu.

Sącząc sobie sok malinowy ze słoika i pisząc teraz o tej górze, zauważam, że wzrasta moja chęć powrotu na stok Romanki, tylko tym razem może by tak się wybrać od strony Żabnicy? Będę już wtedy w posiadaniu nowej mapy (papierowej, oczywiście), więc jest okazja do niczym nie skrępowanej eksploracji tego Beskidu, zwanego Żywieckim. Tam właśnie, do najrozleglejszego polskiego pasma górskiego, gdzie kultura wołoska jak nigdzie indziej jest widoczna, i ma w sobie najwięcej tego czegoś prawdziwego, co pozwala ją odczuć. Bo choć Beskidów jest wiele, to ten jest tym najbardziej charakterystycznym, niczym plemię Durina dla krasnoludów.

Głazowiska Romanki – jej najbardziej urokliwe miejsce

Głazowiska na grzbiecie Romanki mają swój wyjątkowy urok. Trzeba przyznać, że pośród obumierających świerków i śniegu nie są tak widoczne jak kiedyś, kiedy niemalże namacalnie można było odczuć oddech góry. Lub ukrywającego się niewidzialnego górskiego niedźwiedzia (tak dzikie wrażenia wytwarzało to miejsce kiedyś). Jest to jedno z takich uroczysk, które w Beskidach pojawiają się w wielu miejscach, ale za każdym razem pozostają one ukryte (zasłonięte) przed oczyma ludzi chcących wszystko zbadać, niekoniecznie w pozytywnym celu. Dla przykładu, pod Pilskiem również można trafić na podobne miejsce, nieco bardziej „popękane”, a gleba na wschód od niego ma kolor melafirowej skały – może pod płytami budującego Beskidy piaskowca, znajdziemy kiedyś jeszcze więcej ciekawostek geologicznych?…

Martwy świerk na powrót obraca się w życie

Jak w wielu miejscach tej (europejskiej) płyty kontynentalnej, tak i tutaj świerk nie trzyma się dobrze. Nadmierne rozprzestrzenienie tego gatunku w przeszłości teraz skutkuje masowym wymieraniem, gdyż oczywiście nie można było przewidzieć, że brak zróżnicowania biologicznego w końcu doprowadzi do katastrofy. Co jakiś czas taki cykl się powtarza, i będzie dalej powtarzać, bo nikt nie kwapi się, żeby podjąć jakiekolwiek działania. Tak to już jest, a wygląda to tak, jakby ktoś celowo dokarmiał korniki…

Na szczęście na Romance – jako przystoi w rezerwacie przyrody – martwe drzewa pozostawia się, by mogły zamienić się w próchnicę. Działanie godne naśladowania i pochwalenia, pomaga chronić glebę w lesie, który umarł i się odradza. Gwarantuje to jej odpowiednią grubość i wilgotność, a poprzez te i inne parametry zapewnia się życiu biologicznemu stabilność i trwałość. Tak więc martwe drzewo daje życie, chociaż samo już życiem w sensie samodzielnego bytu nie jest. Niegdyś wśród głazów na górze więcej rosło zdrowych świerków, i same kamienie były bardziej widoczne. Dzisiaj jest inaczej, ale i tak wciąż uznaję to „kamienne zagłębienie” za jej najbardziej tajemnicze i kontemplacyjne miejsce, koniecznie warte odwiedzenia.

Bezimienne kaskady na wschodnim stoku Romanki – na mapach ich nie znajdziecie

Na wschodnim stoku, schodzącym wprost do doliny w której leży Sopotnia Wielka napotykamy pewien próg skalny – nie opisywany na mapach – a leżący bezpośrednio przy niebieskim szlaku turystycznym. Tam właśnie pewien nienazwany potok tworzy liczny zestaw miniaturowych, malowniczych kaskad przecinając wprost dróżkę po stoku poprowadzoną. Żadna znana mi mapa nie informuje o nich, ale już zdążyłem się przyzwyczaić, że Beskid Żywiecki nie jest wciąż jeszcze całkowicie poznany i opisany.

Nie żartuję, kiedyś w okolicy Skawicy spotkałem miejscowego, który opowiedział mi o wielu różnych skalnych schroniskach na stokach Policy (innego interesującego pasma w Beskidzie Żywieckim), nie znanych, nie opisanych – jemu pokazał je jego dziadek i niektórzy jego sąsiedzi też je znają – a na mapach nic, po prostu białe plamy. Zaprowadził mnie również do najdłuższej jaskini owych gór – długość jej korytarzy to 436 metrów, a informacji o niej również jak na lekarstwo (dopiero w 2004 roku powiadomiono speleologów o jej istnieniu). Jej odkrycie zmieniło spojrzenie na miejscowe formacje skalne, nagle się okazało, że mogą w nich istnieć bardzo długie jaskinie (prawie pół kilometra, to jak na polskie warunki, dużo). Takie te góry są – niby znane, każdy słyszał, wie co i jak, i gdzie – ale w rzeczywistości Beskid Żywiecki jest wciąż niezbadany. No cóż, zachęcam zatem do badania i życzę owocnych wypadów w jego góry. Do zobaczenia!

2 myśli na temat “Romanka na wiosnę – Beskid Żywiecki

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Shristy Singh

Adding Creativity Through Brush...........

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

wild art nature download wallpaper photo forest birds swamp dark mood black flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania i ekspertyzy przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Internetowy kurs języka macedońskiego

виртуални часови на Македонски

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: