Sarna, która okazała się zającem

Mglisty poranek to dobry czas na wyprawę w celach poszukiwawczych – by szukać skały, która potrafi się ukrywać i postać swą zmieniać. I tak oto w dzień obficie wodą nasycony wyruszyliśmy przy okazji wyjazdu s*, rzuceni gdzieś w stoki Tatr Zachodnich, tam gdzie ona wodę z chmur pija. Zaiste, dzięki temu splotowi pogodowemu, przy wczesnopaździernikowej deszczowicy mogliśmy ruszyć, zwiedzić i zapisać w pamięci jej wapienne skaliska i ostre skalne rogi, którymi zacnie wyróżnia się.

Niewielka wysokość – jakieś 1376 m n.p.m., to mało do wejścia, ale przy siąpiącym dżdżyście mokrzyku jest to nielicha zwyżka zagęszczająca czasoprzestrzeń wilgotnymi oddechami. Tak było. No właśnie było, ale zawsze przy sprzyjających okolicznościach może być znowu, a barwy jesieni jakże piękne potrafią tam się ujawnić. Wśród jarzębowych podrostów można spędzać tam czas nieco szybciej upływający, niestety. Przechodzę zatem do opisu zjawisk i trasy w tej minionej okoliczności występujących.

Wodospad Siklawica – pierwszy punkt na trasie (widoczna tylko półka dolna – 13 m). Dżdżysta pogoda oczyściła go z nadmiaru zwiedzających

Punkt startowy to oczywiście wydeptana, podeptana i wbita w ziemię Dolina Strążyska. Na szczęście wapienie powstrzymują to ludzkie żłobienie. Nie wiem czemu, ale gdy sobie przypominam wilgotną pogodę w Tatrach to mam ochotę posłuchać Van Halen (Jump, Why can’t this be love, …). Koniecznie z koncertu z 1995 roku, z Toronto. Ciekawe. Muszę się kiedyś zastanowić nad tym fenomenem, może da się to leczyć 🙂

Wracając jednak do gór, od razu po wyjściu z doliny trafiamy na rozdroże, którym zapewne w sezonie podążają pielgrzymki, niczym w górnym Hindustanie idące pokłonić się jakby starożytnemu bogowi – Giewontowi. My wszakże mamy to za sobą (patrz kilkanaście wpisów wcześniej, nie wklejam linku aby zachęcić do poszperania). I nam udało się uniknąć tego – tej celebracyjnej wielkopompacji, więc myślę że jesteśmy szczęśliwcami. Dobra, koniec z tym Giwontem na dziś. Teraz czas na Innuendo Queen’ów.

Coś jakby się przeciska przez opar chmurowo-mglisty. Wapienne gołoborza na spracowanych zboczach spływają po skale w dół niczym potoki wodne

Po zwiedzeniu słynnego wodospadu Siklawica, obfitego w jesienną wodę, wysokiego na 23 metry (tylko pierwsze 13 metrów, tzw. półka dolna jest dobrze widoczne), kierujemy się do góry na przełęcz Czerwoną (jakieś 1301 m n.p.m.). Na początku w lesie żywym, później już w większości między umarlakami świerkowymi. Tak już musi być, świerk musi odejść, powinien tam rosnąć nieco inny drzewostan. Teraz Princess of the Universe. W dalszym ciągu Queen. Coraz płynniej można pisać.

Płyniemy dalej i po krótkim zaczerpnięciu powietrza na przełęczy ruszamy szukać skalnej sarny na wierzchołku, tam gdzie ona powinna sobie w chmurowych obłokach pobrykiwać. Teraz QueenDon’t stop me now. Klawiatura zaczyna płonąć. Muszą rozejrzeć się za jakąś gaśnicą. Aha, i jeszcze UlytauToccata and Fugue (Токката және фуга) – trochę rocka połączonego muzyką klasyczną i folkiem kazachskim. …Po dotarciu na szczyt rozpoczęliśmy intensywne poszukiwania owej sarny, czyli Sarniej Skały, bo o niej tutaj mowa (jakby się ktoś nie domyślił na początku).

W dole mgła, w górze mgła, wszędzie mgła mgliste oblicze ma

Owszem, mamy tu całkiem krasną skalną grań, można się nią wypuścić na wiele metrów (ponoć jakieś 300), ale nie bryka tutaj nic. No nic, może jakieś poroże uda się, chociaż skalne (dolomitowo-wapienne), odnaleźć. Niestety nie. Za to wśród skalnych, ostrych jak nowy wkład w maszynce do golenia skał, znaleźliśmy szarego zająca. Co prawda skalnego, ale za to miał i skalne, dolomitowe uszy oraz zajęczą kitę i wyglądał, jakby przykucnął sobie tutaj przed skokiem w jakieś inne leśne, zajęcze żerowisko. No cóż, może zatem nie powinna to być Sarnia Skała tylko Zajęcza Skała lub nawet Zajęcznik. Chociaż tutaj powstała by konkurencja z Zajęcznikiem z Gór Izerskich (chyba, że byłby to Zajęcznik Wschodni).

Niezwykle majestatyczny i groźny zając z Sarniej (?) Skały

Chociaż – jak twierdzą myśliwi – zające są groźne i trzeba ich unikać, my nie baliśmy się go, lecz śmiało podeszliśmy i zrobiliśmy mu kilka naszych, jakże nieprofesjonalnych fotografii – jedną z nich widzicie powyżej. …A co do muzyki – Jarrod RadnichVirtuosic Piano Solo – Don’t Stop Believin’ oraz Pirates of the Caribbean. …Ale, co do skały – według wszelkich podań i opowieści roztaczają się z niej piękne widoki na okoliczne wierzchołki Tatr Zachodnich. Nie uświadczyliśmy tego niezwykle niebywałego piękna okolicznych gór, ale za to złapaliśmy zająca, i to wręcz prawie za uszy. I tak oto sarna stała się dla nas zającem, a my z turystów staliśmy się odkrywcami – a zatem od dziś, na wszelkich moich mapach nazywam to miejsce Zajęczą Skałą. Mam prawo, jestem współodkrywcą.

Biały potok w Dolinie Białego, oczywiście (i jego kaskady przy rozpoczęciu szlaku żółtego, na szczęście nie ma szlaku białego)

Po tej wielkiej demaskacji saren ze skały, które się nimi nie okazały, przyszedł czas powrotu – drugą stroną, aby po swoich śladach nie wracać i jednocześnie małą pętlę utworzyć. Nie tylko pod względem drogowym ją zapętliliśmy, ale również i zwykły czas w niej upłynął, jak to ma w swym standardowym przebiegu na osi przestrzeni. Dolina Białego oferuje kilka ładnych i widokowych kaskad przy swoim zakończeniu, które przy odpowiedniej ilości płynącej nimi wody mogą zainteresować każdego wybrednego turystę (Nolwenn Leroy – Tri martolod, pieśń bretońska). Trzeba wszakże zaznaczyć, że owa dolina ma uranową przeszłość. Pewne wielkie królestwo Słowian, wschodnim językiem mówiące postanowiło kiedyś we wszystkich swych prowincjach poszukiwać pewnego pierwiastka słynącego z bezustannej emisji szkodliwych cząstek. I tutaj za nim kopano. Ciekawi mnie: czy rzeczona dolina wciąż podtrzymała by swą popularność, gdyby jej oficjalną nazwę zmienić na Dolina Uranowa – i taką też drukować na oficjalnych mapach i dokumentach?

Wylot jednej z dwóch sztolni uranowych w dolinie. Obecnie wypływa z niej woda (oni wszystko potrafią zepsuć)

Z drugiej strony – przy odpowiedniej oprawie medialnej – można większości wcisnąć prosty kit, że owa dolina odznacza się niesamowitym i unikalnym położeniem na powierzchni tej planety, co umożliwia niezwykle dokładną obserwację dalekiej planety Uran, bo coś tam, coś tam… Taaaa… Pierwszy raz w dziejach ludzi (które wcale długo nie trwają) nastała epoka, w której odpowiednio obrobiony śmieć może stać się „newsem dnia” i wywoływać tzw. „wielkie łał”. Przy wylocie doliny, na granicy parku oczywiście skręciliśmy w lewo myśląc o powrocie, jednocześnie będąc tyleż głodni, ile szczęśliwi i nasyceni wrażeniami z tego wypadu.

Jeszcze jeden spadzik wodny napatoczył się na drodze powrotnej do auta

Wstępnie na zakończenie: Bijelo dugme – Pljuni i zapjevaj moja Jugoslavijo (sentymentalna dawna pieśń). Podsumowując: kolejny raz rzuceni w najwyższą cześć Karpat, w tej oto scenerii doznaliśmy wielu olśnień wilgocią potoków i skał wymytych wypisaną. Przypomina mi się, że w Masywie Śnieżnika zbudowano ponad 150 lat temu wapiennik Łaskawy Kamień (Gnadenstein) – tymczasem nas łaskawe okazały się kamienie tych wierzchołków, które w tym tekście opisane zostały. Wam zaś, drodzy czytelnicy, dano w tej oto opowieści poznać się jak sarna stała się zającem, choć niekoniecznie z własnej woli. Dlatego czytając te słowa, po ich wybrzmieniu w waszych głowach – proponuję – na zakończenie: Disturbed – The sound of silence. Dobranoc.

4 myśli na temat “Sarna, która okazała się zającem

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

wild art nature download forest birds swamp dark mood black flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Internetowy kurs języka macedońskiego

виртуални часови на Македонски

o 2 kroki stąd...

"Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart" (K.Wierzyński)

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: