Nieodnalezione granaty i wsie w kowarskich Karkonoszach

Karbunkuły. Tak – tutaj moje odkrywcza dusza przyjechała przyciągnięta opowieściami i legendami o ich występowaniu. Lecz czym one tak naprawdę są? To nic innego, jak inna nazwa jednego z najpopularniejszych kamieni jubilerskich – granatu. To właśnie z ich powodu postanowiłem odwiedzić wschodnią część Karkonoszy wraz z doliną potoku Płomnica, mając nadzieję na znalezienie chociaż jednego okazu – okazu, jaki zapewne występowałby w urodziwym (a czasem równie pięknym) łupku łyszczykowym miejscowego pochodzenia. I tutaj ciekawostka – jednym z pierwszym wspominających występowanie granatów w masywie karkonoskim (w 1612 roku) był pochodzący z terenu dzisiejszych Katowic, Walenty Roździeński (urodził się w Roździeniu, który w 1934 roku wcielono do większych Szopienic – a te, jak wiadomo – nieco później do Katowic).

Granaty z okolic karkonoskich ponoć łatwe są do znalezienia (czemu ja nie znalazłem żadnego?????), ale ich wielkość nie przekracza 10 mm i mają kolor granatowo-czerwony z przewagą tego pierwszego. Z tego powodu być może łatwo je przegapić. Nieco większe egzemplarze, osiągające 12 – 15 mm znajdowano kiedyś pod szczytem Skalnego Stołu (1281 m n.p.m.) – cechowały się barwą ciemnobrunatną, a na potrzeby ich wydobycia drążono nawet coś w rodzaju sztolni (lub raczej płytkich kamieniołomów). Nazywano je granatenloch – dzisiaj wszystkie te miejsca zarosły i trudno je odnaleźć, ale są one świadectwem, że Karkonosze to naturalnie bogate góry i być może jeszcze nie wszystkie swe bogactwa ujawniły.

Krucze skały – toż to prawie Karpacz

W ogólności można zatem zaryzykować twierdzenie, że Karkonosze w niezwykłej ilości obfitują we wszelkie znane i nie poznane kamienie. Już na początku trasy, u wejścia do pierwszej doliny, słysząc jeszcze hałasy z Karpacza dochodzące, od razu trafiamy na wielkie urwisko skalne, gdzie zbudowane z granitognejsów wychodnie osiągają 25 metrów wysokości. Są to Krucze skały. W wiekach dawnych znajdowały się w nich wielkie soczewy (gniazda) pegmatytów przemieszanych z turmalinami i różnorakimi odmianami korundów (głównie szafirami, jednymi z najtwardszych kamieni szlachetnych – o twardości 9 wg. skali Mohsa, możliwe do zarysowania tylko diamentem).

Po wydobyciu owych ozdób pozostały dwie puste groty, jedną z nich zasiedlił człowiek, który mami przechodzących turystów odtwarzaniem historii Ducha Gór i opowieściami o poszukiwaczach skarbów (za dopłatą jest w stanie nawet udawać Rübenzahla). Generalnie nic tam nie ma, osobiście uważam, że trochę tandetnie podchodzi do tematu i lepiej omijać ten przybytek.

Inksza część Kruczych skał – równie wysoka jak poprzednia

Gdy czarny szlak przecina w końcu skrzyżowanie z zielonym, dolina Płomnicy zaczyna robić się ciaśniejsza, a potok coraz bystrzej płynie. Nazwa tej rzeczki jest bardzo stara, a jej lewy ciek tworzący ją w górnym biegu nazywa się Płóknicą, co odpowiada dawnym historycznym zapisom – Plakwitz /Plagwitz. Od tego momentu zaczyna się Sowia Dolina, jedna z najpiękniejszych dolin w Karkonoszach, głęboko wcięta w łupki łyszczykowe prowadzi wprost do Sowiej Przełęczy (ok. 450 metrów przewyższenia w górnej części), już w obrębie granic Karkonoskiego Parku Narodowego. I nie jest to miejsce aż tak zatłoczone jak Dolina Łomniczki, mimo, że tędy również można przejść na Śnieżkę (tylko trochę dłuższą drogą, przez cały Czarny Grzbiet).

To właśnie w niej dawniej szukano (i ja szukałem) kamieni szlachetnych oraz płukano kiedyś złoto. Moim zdaniem stara, zachodniosłowiańska (Plakwitz) nazwa tego potoku nawiązuje bezpośrednio właśnie do płukania – czy było to złoto, czy oczyszczano w niej urobek z kamieni szlachetnych, to właśnie płukanie nadało temu miejscu nazwę.

Szukając granatów w dolinie Płomnicy. Niestety nic nie znaleziono.

Mi niestety nie udało się nic znaleźć, poza pamięcią widoków które zauważyłem, w tym pięknej drogi na Sowią Przełęcz, ułożoną jeszcze w okresie przedwojennym z miejscowego łupka. Zaiste, ładny to kamień jest. Zastanawiam się, jakim cudem nie przywiozłem ze sobą nawet jednego egzemplarza takiego łupka, bo naprawdę jest urodziwy. Nawet taki, w którym nie ma granatów jest piękny. Polecam sprawdzić to na żywo, osobiście.

Las, który od Sowiej Przełęczy (1165 m n.p.m.) trzeba przejść żeby wdrapać się na wierzchołek Skalnego Stołu (1281 m n.p.m.) do najżywszych nie należy. W takiej pogodzie, jaką napotkałem nie ma z tym problemu, ale gdy jest bardzo ciepło, trzeba się raczej liczyć z tym, że kikuty obumarłych świerków nie będą dawać żadnej ochrony przed nadmiernie silnym promieniowaniem słonecznym. Za to w chmurach (mgle) wygląda dość zjawiskowo, co w niedoskonały sposób uwiecznione zostało na poniższym zdjęciu.

Umarły las na Sowiej przełęczy

Skalny Stół jest piękną górą – nieco wypłaszczony wierzchołek tworzą niskie i szpiczaste jakby skalne kolce z łupka chlorytowego i rumowiska kamienne. Przy dobrej pogodzie roztacza się z niego rozległy widok na okoliczną część Karkonoszy, sąsiednie Rudawy Janowickie oraz dzikie Góry Kaczawskie. Łatwo znaleźć na nim miejsce, gdzie na uboczu można w spokoju usiąść i podelektować się zdobyciem tej granatodajnej góry. Skalny Stół jest najwyższym punktem Kowarskiego Grzbietu, ale tak naprawdę to na całym odcinku ok. 3 km od tego najwyższego wierzchołka – idąc granią – praktycznie nie zmieniamy wysokości (różnica nie przekracza 13 metrów na przewyższeniu, więc jest niezauważalnie pomijalna), dopiero później schodzimy bezpośrednio do Przełęczy Okraj. Aha, obszar ten należy do KPN, i to ponoć do rezerwatu ścisłego, więc w tym obszarze człowiek nie powinien ingerować w przyrodę.

Skalny stół – jak nazwa wskazuje – jest pełny skał

Niechlubną kartą historii tej części Karkonoszy – ale też smutną – jest okres panowania Związku Radzieckiego nad tymi ziemiami. Niestety, wiązało się to przede wszystkim z chciwym i nie zważającym na nic poszukiwaniem rud uranowych w tym rejonie w latach 50-tych. A to z kolei kończyło się to znikaniem całych, istniejących w górach przez setki lat, osad górskich. Jedną z nich były Budniki (Forstbaude/Forstlangwasser) – mała, specyficzna wioska założona przez uciekinierów podgórskich w trakcie wojny trzydziestoletniej (1618 – 1648). Ponieważ wojna trwała aż 30 lat tymczasowa osada przekształciła się w stały punkt osadniczy. Przetrwała prawie wszystko, nawet bandy szabrowników w 1946 roku i nowe osadnictwo po wojnie – niestety zabiła ją chęć pozyskania surowca na potrzeby produkcji broni atomowej.

Specyficzne położenie na północnych stokach sprawiało, że przez 113 dni w roku wieś pogrążona była w cieniu okolicznych gór. Dlatego jej mieszkańcy regularnie obchodzili corocznie dwa niezwykle ważne dla nich święta – Pożegnanie słońca (26 listopada) oraz Powitanie słońca (19 marca). Ta osobliwość poniekąd stała się jedną z jej głównych zimowych atrakcji (inną mogło być narciarstwo), a to spowodowało, że mimo surowych zim miejscowość zaczynała się rozwijać. Niestety wyżej wspomniana powojenna sytuacja przesądziła o jej zniszczeniu. Obecnie natomiast, pewna miejscowa grupa entuzjastów podjęła się próby przebadania dawnych dziejów Budnik oraz wskrzeszenia pamięci o ich istnieniu – m.in. ludzie ci jak dawniej, co roku, obchodzą wyżej wspomniane święta (z każdego jest relacja); dbają również o udostępnianie najświeższych i najpełniejszych informacji o Budnikach poprzez stronę budniki.pl

Ponura Kaskada nad Budnikami – osadą, która dzisiaj już nie istnieje

Przez Budniki przepływa potok o nazwie Malina. Nieco powyżej śladów osady tworzy on uroczysko (niezależnie od tego czy ktoś je tak nazwie w mojej opinii to miejsce nim jest) – nazywa się ono Ponura Kaskada. Jest to bardzo ładne, strome i klimatyczne (północny stok) miejsce w które stosunkowo łatwo dotrzeć (choć szlak w lecie nie jest wychodzony) – jego głównym punktem jest seria malowniczych, małych kaskad na kamiennym, karkonoskim podłożu. Dzika to okolica – chociaż bliska Karpacza – pozwala odciąć się do wielkomiejskiego hałasu tej zachodniej wersji „Zakopanego”, tutaj można poczuć dawną pierwotność górskich lasów Karkonoszy. Może wpływa na to niezwykła stromość tego miejsca (a z drugiej strony może to ona zapewniła, że ta dzikość tutaj się zachowała w takiej pełni).

**********************************************************************

Kowarski grzbiet jest jednym z najbardziej niezwykłych miejsc w tym właśnie najwyższym paśmie Sudetów, jakim są Karkonosze. Skalne turnie, kamienie pospolite i szlachetne, porzucone osady i uroczyska – to wszystko na jednym niewielkim kawałku gór. Oczywiście są i w Karkonoszach miejsca, gdzie znajdziemy wyższe i większe górki i pagórki, ale zanim tam traficie – polecam, naprawdę polecam poznać Kowarski Grzbiet – na pewno urzeknie Was swoim klimatem i pięknem.

2 myśli na temat “Nieodnalezione granaty i wsie w kowarskich Karkonoszach

Dodaj własny

  1. Ponura Kaskada, mgły… muszę przyznać, że zrobiło się tajemniczo. A że nie udało się znaleźć granatów – później chyba tym bardziej ciągnie, żeby do takich miejsc wracać.) Zawsze przy Twoich relacjach odnoszę wrażenie, że miejsca te nie są zbyt tłumnie odwiedzane, co tylko zachęca mnie, żeby planować kolejne wycieczki. Póki co ten rok nie był dla mnie górsko zbyt łaskawy, ale może zima będzie lepsza? 🙂 pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Życzę Ci udanej zimy pod względem górskim, chociaż jesień jeszcze się nie skończyła 🙂 Ja wolę unikać miejsc przesadnie zatłoczonych i – jeśli gdzieś spędzam więcej czasu – poznawać całą okolicę (albo całe pasmo górskie). Dzięki temu trafiam na takie perełki, jak w ty wpisie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

wild art nature download forest birds swamp dark mood black flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Internetowy kurs języka macedońskiego

виртуални часови на Македонски

o 2 kroki stąd...

"Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart" (K.Wierzyński)

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: