Góry Izerskie. Wyprawa do stolicy Izerbejdżanu (część 1)

Izery. Góry Izerskie. Izerbejdżan. Najbardziej celtyckie góry położone w całości poza dzisiejszymi celtyckimi krainami, zamieszkiwane w dniach obecnych głównie przez ludność czeską i polską. Jedyne u nas, które w obecnych czasach zachowały swoją staroceltycką nazwę, wywodzącą się od słowa isiras, mającego wydźwięk „silny, szybki, bystry”, zapewne spokrewnionego z dzisiejszym irlandzkim láidir oraz szkockim gaelickim làidir, które mają zbliżone znaczenie. I mają one swoją górę najważniejszą, celtycko-druidyczną stolicę, do której przy zmiennej pogodzie dotrzeć zapragnąłem – co nie było łatwe, ale zdecydowanie się opłaciło.

Ową wzmiankowaną stolicą jest Izera (zwana po czesku Jizera) – niewątpliwie najbardziej znamienite wzniesienie całego pasma, charakterystycznie oddzielona dolinami potoków lub młak źródliskowych od wszystkich okolicznych gór, króluje nad całym pasmem; a to czyni ją znaną wśród- i uwielbianą przez Czechów okolicznych. Co ciekawe, nie jest najwyższa – dopiero czwarta w kolejności (1122 m n.p.m.) w całych Izerach, ale kto się do niej nie wybrał na audiencję, ten nie poznał Gór Izerskich. Bo czymże jest odwiedzenie jakiegoś wspaniałego, niezwykle starego miasta, jeśli się nie pozna jego najstarszej, centralnej, zazwyczaj najbardziej klimatycznej części, gdzie czas staje w miejscu?…

Kamienie, kamienie, wszędzie kamienie – Izery mogłyby również nosić nazwę Gór Kamiennych/Kamienistych (i byłaby ona zdecydowanie adekwatna do ich charakteru)

Punkt bazowy? Najlepiej wystartować w Hejnicach od parkingu przy tzw. autokempie (parking na asfalcie za owym przybytkiem). Bez żadnych opłat można cały dzień parkować i nie bać się o samochód (na równym asfalcie, nie na byłym klepisku). Bezpośrednio przy parkingu przebiega żółty szlak, więc praktycznie od razu trafiamy na właściwą drogę w stronę doliny Czarnego potoku (Černý potok) – to właśnie ona w pierwszej części wyprowadza turystę do wzniesień stołecznych Izerbejdżanu. Po niedługim czasie trzeba zmienić kolor szlaku na zielony (za polaną) i odważnie ruszyć na południe, w zgodzie ze znakowaniem do pierwszego widowiskowego punktu na mapie.

Kamienista dolina Czarnego potoku

Pierwsza rzecz jaka od razu rzuca się w oczy (i którą od razu nogi wasze zauważą) to kamienie – małe, średnie, duże; płaskie, okrągłe i o fantazyjnych kształtach – znajdują się po prostu wszędzie. Tak jakby szło się po wielkim, zalesionym gołoborzu. A pomiędzy nimi – woda płynąca tu i ówdzie przesmykami i szczelinami między kamieniami. Na każdym stopniu szumiąca gdy kaskadę tworzy, tam gdzie spływa gładko po wytartym granicie prześlizguje się niczym wąż to wpływając pod jeden kamień, a to znów wypływając spod drugiego. Tak właśnie wygląda Czarny potok, jeden z tych które tworzą tutaj wodospady. A najznaczniejszy z nich jest ten tworzony właśnie przez niego, gdyż jest on najwyższym w całych Górach Izerskich.

Wodospad Czarnego potoku – pierwszy, obowiązkowy punkt na trasie. Prowadzi ku niemu zielona, boczna ścieżka odbijająca od głównego szlaku

Wodospad na Czarnym potoku (Vodopád Černého potoka), jest wysoki na 7 metrów, a wielki kamień, który rozdziela tok wodny potoku ma ok. 5 metrów wysokości. Niestety, nie jest to aż tak widoczne na powyższej fotografii. Powyższe zdjęcie pochodzi z lata, a jak wiadomo ten rok jest niezwykle katastrofalny, jeśli chodzi o ilość deszczu. Zapewne gdyby ilość i częstość opadów nie odbiegała od normy, to myślę że niewątpliwie obraz największego wodospadu w Izerach malowałby się znacznie ciekawiej. I tak Góry Izerskie wyglądały bardziej zielono niż wiele regionów tej części Europy i susza nie była w nich tak bardzo widoczna, ale niestety i tutaj dała się we znaki.

Leśny kościół (Hajní kostel) – drugi niezwykle ważny punkt odwiedzony na trasie do stolicy Izerbejdżanu

Druidzi mieli swoje miejsca w Izerach, upodobane jako ośrodki, w których mnogość swych obrzędów, w każdych księżycowo wyselekcjonowanych dniach mogli sobie bez ograniczeń odprawiać. Jednym z nich jest miejsce zwane jako Leśny kościół (Hajní kostel) – prowadzi do niego oznaczona zielonym trójkątem odnoga od głównego szlaku zielonego. Można, a nawet należy rzec, że dróżka do wcześniej wspomnianego wodospadu leży na pierwszym zakręcie, a schody (początkowo drewniane) do Leśnego kościoła leżą zaraz za kolejnym zakrętem głównej drogi wznoszącej się nad korytem Czarnego potoku. Ze szczytu skalnego punktu widokowego, który wieńczy wierzchołek tego niezwykle zjawiskowego wytworu granitowego roztacza się piękny i daleki (przy dobrej pogodzie) widok na dolinę, w której rozłożyły się główne osady na północnych stokach Gór Izerskich, takie jak Hejnice czy Raspenava (w tle).

Kamienny wierch Leśnego kościoła z charakterystycznym kamieniem. Doskonały punkt widokowy i znakomite miejsce na odpoczynek w słoneczny dzień.

Już sobie wyobrażam co tu się działo ponad 1500 lat temu – jak celtyccy macherzy od obrzędów rozpalali tutaj ogień, który przez całą noc był widoczny z osad na dole (i symbolizował w ich przekonaniu ważne przedstawienia). Podejrzewam, że naprawdę tak było (krążą o tym sekretne opowieści) – na pewno do czasu, gdy większość z nich zaczęła emigrować bardziej na zachód i na południe, na tereny o nieco cieplejszym klimacie.

Ale nie najwyższy i nie najbardziej wietrzny to punkt tej wyprawy do stolicy Izerbejdżanu. Ma zdecydowanego konkurenta – trudniej dostępnego, ale o znacznie większych możliwościach widokowych. Chodzi o niesamowite i nie byle jakie Frydlandzkie Baszty (Frýdlantské cimbuří) – grupę kilku skalnych granitowych wież o ponadprzeciętnie wyróżniającym się kształcie. Oczywiście z punktu widzenia celtyckich obrzędowości nie miały one praktycznego znaczenia, ale z punktu widzenia wygłodniałego wrażeń turysty – mają wartość wprost niemierzalną (poza wszelkimi skalami urody – powyżej nieokreślonej specyfikacji).

Finałowa część Frydlandzkich baszt – naprawdę współczuję jarzębowi rosnącemu po lewej – ja zmagałem się z tutejszym wiatrem przez chwilę, on będzie walczył przez spory kawał swego życia

Część Frydlandzkich baszt jest dostępna jako odgałęzienie żółtego szlaku turystycznego (oznaczonego generalnie żółtym trójkątem, a na końcu – żółtym kwadratem w białej obramówce). Frydlandzkie baszty wyssały ze mnie całe ciepło – tam wieje tak, jak czasem na Diablaku (Babiej Górze), a czego sam kilka razy doświadczyłem. Mam tu na myśli wiatr, który spycha z grani – tak, jest on tak silny, że wejście na drabinkę, która prowadzi na najwyższą dostępną część baszt jest wyzwaniem – spotęgowanym na dodatek przez krople deszczu uderzające w ciało – jakby chciały pomóc wiatrowi w zrzuceniu turysty w doliny potoków lub rozstępy w skałach. W wyższych górach nie spotkałem nie raz tak intensywnych zjawisk, a tutaj proszę – można doskonale odczuć prawdziwą siłę fenomenów meteorologicznych na naszej małej planecie. Za to odpoczynek pod pewnym bukiem, w szczelinie skalnej już po zejściu z odsłoniętych skał był niezwykle odświeżający i regenerujący.

Taki oto widok rozpościera się z Frydlandzkich baszt. Niezwykłe miejsce.

Ta baszta, na której usadowiono drabinkę i którą zabezpieczono barierkami ma swoją własną, odrębną nazwę – nazywano ją Brandfels. Jest położona na wysokości ok. 900 m n.p.m., i jest uznawana za najbardziej zachodnią ze skalnych warowni. Jeśli jednak spojrzymy na wschód (jak na poniższym zdjęciu) to naszym oczom ukaże się wychodnia wschodnia, która jako pierwsza została zdobyta ludzką nogą i ręką w czasach zwanych nowożytnymi, co odnotowano w oficjalnych dokumentach – panowie Haupt i Bergmann pozwolili sobie w dniu 27.05.1912 – czyli ponad 107 lat temu – na zdobycie tego wierchu, co później uwieczniono na tablicy pamiątkowej, umieszczonej właśnie na niej. Nie wiem co stało się z nią później, ciekawi mnie tylko, czy dalej jest na szczycie umieszczona (czy nikt jej po 1945 roku nie zrzucił). W każdym razie sama wychodnia całkiem kraśnie prezentuje się na tle Smreka (Smrk – po czesku), góry granicznej, oraz położonego nieco bliżej Palicznika (obydwa te przypadki to jest temat na odrębne wpisy – w trakcie planowania).

Inna część Frydlandzkich baszt – niedostępna dla przeciętnego turysty. W tle najwyższy czeski szczyt Gór Izerskich – Smrek (1124 m n.p.m.) oraz kolejna skalna góra – Palicznik (944 m n.p.m.)

Teoretycznie wcale dużo nie napisałem, nasza wyprawa wcale daleko nie dotarła, a już taką mnogość atrakcji zdołałem odwiedzić – tego zmiennego pod względem pogodowym dnia zdołałem wykorzystać już całkiem sporą część. Ale czy to już wszystko na drodze do stolicy Izerbejdżanu? Nie, jeszcze wciąż jest wiele do opowiedzenia i napisania – tego wszystkiego nie da się pomieścić w takim jednym, zwykłym wpisie, przestrzeń wszakże nie jest z gumy – dlatego ta wyprawa została opisana w dwóch częściach – to jest koniec części 1, a już za dwa tygodnie ukaże się część 2. A zatem – zapraszam ponownie już za dwa tygodnie! Do zobaczenia!

Jedna myśl na temat “Góry Izerskie. Wyprawa do stolicy Izerbejdżanu (część 1)

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Shristy Singh

Adding Creativity Through Brush...........

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

Orginal wild art nature download wallpaper background photo forest birds swamp black foggy smoggy flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki Wild Nature Discover and download hight resolution pics / Pobierz moje obrazy o wysokiej rozdzielczości do swoich projektów, obrazów, tapet, plakatów, okładek, postów...

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania i ekspertyzy przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: