Beskid Żywiecki. Stok Boraczego i Romanki pośród deszczu i mgły

Gdy w szaleńczych głowach rodzi się jakiś dziwny pomysł, to wiedz, o drogi czytelniku, że będzie ciekawie. Gdy wbrew pogodzie wyruszasz w góry, to mogą się przytrafić dwie rzeczy: pierwsza – możesz zawrócić ze łzami w oczach będąc całkowicie pokonanym, lub druga – możesz przejść w tych warunkach zaplanowaną trasę i ujrzeć więcej niż 80% zazwyczaj chodzących po górach. Bo te 80% przy pogodzie byle jakiej najczęściej byle jak siedzi sobie w domu.

No cóż… – przetrwaliśmy. Przeszliśmy. Ujrzeliśmy więcej – pewnych widoków nie da się kontemplować wyłącznie w promieniach gwiazdy słonecznej. Zależne są tylko od ziemskich oparów. Przed taką wyprawą zawsze występuje drżenie i ekscytacja – przecież nie wiadomo, co będzie się działo tam gdzieś pod i nad wierchami. Po załamaniu pogody zazwyczaj przytrafiają się najpiękniejsze przygody. Te najbardziej niepowtarzalne. I wywrotki. Jak to mówią: ” Nigdy się dwa razy nie wpada w to samo błoto 😁”

Pierwsze mgiełki i chmury nad nami – początek przygody

I jeśli jeszcze nie wiecie, to najlepszy w takim wypadku jest środkowy Beskid Żywiecki – dla przykładu Grupa Lipowskiego Wierchu i Romanki. Tutaj właśnie, w płaziej Żabnicy i jej kamieniem rechoczącej części, czyli Skałce, wszystko się zaczęło. Specyficzne rozcięcie skał tej doliny, tworzące jakby literę C, od razu przyciąga wzrok, gdy się rzuca okiem na ogólny rys tego terenu. Podobne widziałem (tylko na mapie Google’a, póki co) w rumuńskich górach Codru-Moma. Zazwyczaj takie osobliwe wzniesienia działają na mnie przyciągająco – i tym razem ten górski mechanizm magnetyczny zafungował tak samo. Chcąc zapoznać się z niewątpliwymi kamiennymi urokami tej części gór, zaplanowałem trasę okrężną pod wszelkimi możliwymi skałami. Jej przebieg był następujący: Skałka (Żabnica) ==> Pn. Stok Boraczego (zielony szlak) ==> Lipowska ==> Zach. Stok Romanki (czerwony szlak) ==> Słowianka ==> Skałka (Żabnica).

Hala Studzionka usłana owcami i kozłami

Wrześniowe deszcze nie odstraszają owiec, które w wielkim stadzie, razem z kozami, nie robią sobie nic z dżdżu i mgły. Napotkaliśmy je na Studzionce, jednej z nie porośniętych jeszcze lasem hal pasterskich. Nieco dalej teren zaczyna się robić ciut bardziej stromy; to niewątpliwie oznacza, że wchodzimy już wprost na ścieżkę biegnącą stokiem Boraczego Wierchu (1244 m n.p.m.). To właśnie tutaj zauważyliśmy pierwsze odsłonięcia skalne, we mgle wyglądają one niezwykle – poprzez piaskowcowe spękania zdają się sugerować, że w każdej chwili grozi im zsunięcie wprost do doliny. Zapewne musi jeszcze sporo dni upłynąć zanim do tego dojdzie, ale wystarczy odpowiednio dużo wody z nieba na raz, aby wszelkie osuwiska odżyły.

Głaziska na stokach Boraczego Wierchu

W niektórych miejscach Beskidu Żywieckiego niestety wciąż przytrafia się obumieranie świerka, co powoduje powstawanie widokowych i całkowicie odsłoniętych miejsc (wrażliwych również na erozję i przesuszenie). Wędrująca obraną trasą, jeszcze przed osiągnięciem Rezerwatu Lipowska (i Lipowskiego Wierchu) można napotkać wiele kikutów po martwych smreczkach. Między nimi wypadałoby dokonać jesiennych nasadzeń odtwórczych o mieszanym składzie z bukiem, jodłą, wiązem górskim i jaworem, ale przecież las nie jest dzisiaj po to, żeby o niego dbać. Wróćmy więc do naszej wycieczki, wszakże warto skupiać się na mądrości, a nie na głupocie.

Widokowy, żabnicki Górski Czarny Ogród (Lerrani Qarabagh)

Podwójne warstwy chmur, łatkami odsłaniające zroszone obfitymi deszczami doliny i odległe zabudowania, nadawały dżunglowy charakter temu Beskidowi. Oczywiście ja upieram się, że jednak wolałbym, żeby zdrowe, silne i duże drzewa rosły tam, gdzie mają rosnąć, ale widok niewątpliwie jest zjawiskowy. Jedną piędź czasu później dotarliśmy do granic rezerwatu Lipowska, miejsca, gdzie chroniona jest naturalna populacja świerka o specyficznych cechach. Pierwsza impresja, jaką można odczuć na granicy rezerwatu wiąże się jego wybitnym zawilgoceniem. Nie trzeba nawet czytać na ten temat. Takie on robi wrażenie. A sięgając do literatury przedmiotu, można dowiedzieć się, że jest to teren torfowiskowy, o utrudnionym odpływie wód, a to niewątpliwie sprzyja zachowaniu populacji świerka w dobrym zdrowiu (nie jest to gatunek zbyt głęboko korzeniący się).

Niełatwo jest rosnąć na skałach Romanki

W kolejnym etapie wędrowaliśmy głównym deptakiem między dwoma niezwykle znanym schroniskami, co generalnie jest nudne i nie wymaga niepotrzebnego opisania. Tym traktem doszliśmy do szlaku, który prowadzi poprzez zachodni stok Romanki (1366 m n.p.m.) – góry, którą lubię i uważam za jeden z najpiękniejszych szczytów całych Beskidów. Jest lepsza od Diablaka i Pilska, i przebija nawet Pasmo Polic, które również jest pewnego rodzaju unikatem w obrębie tych gór. Nie byłeś na Romance, to nie poznałeś Beskidu Żywieckiego – tak streściłbym znaczenie tego wierchu. To tutaj zachowały się ostatki lasów, będące śladem istnienia pierwotnej puszczy karpackiej – i mimo, że jest ich już niewiele, to przy takiej pogodzie, jaką podczas tej wycieczki mieliśmy, można ich pierwotny klimat odczuć. Romankę regularnie odwiedzają wszystkie duże drapieżniki, kiedyś prawie się na jednego z nich natknąłem (lubią się tu pojawiać późną wiosną).

Za każdym razem, gdy jestem na Romance, mam wrażenie niezwykłej dzikości tego miejsca

Zachodni stok Romanki jest także mekką dla poszukiwaczy kamiennych cudów tego rejonu Beskidów. Jest ich na nim mnóstwo – występują tu zarówno osuwiska, jak też skalne progi, rowy rozpadlinowe, czy piaskowcowe gołoborza (zarastające lasem). I całe mnóstwo kamieni i głazów w różnych kształtach. W wielu punktach zachodniego stoku ujrzeć można odsłonięcia skał budujących Beskid Żywiecki z ich charakterystycznym, warstwowym ukierunkowaniem. Nie sposób przejść wobec nich obojętnie, nawet w taki mocno deszczowy i zasnuty dzień robią wrażenie. A może to mgła, poprzez swoją moc rozmywania konturów, jeszcze je dodatkowo poszerza?

Łańcuchy na stokach Romanki to nowość. Przy suchej pogodzie niepotrzebne, ale tym razem się bardzo przydały.

W miejscu najbardziej odsłoniętym, gdzie stopa musi stanąć wprost na kamiennych progach, pojawiły się ostatnio łańcuchy. Można by rzec, że jest to ubezpieczenie nad wyrost, ale tym razem, przy tej ilości wody i błota, jaką napotkaliśmy, zdecydowanie się przydały. Błotne zdarzenia przytrafiły się mi w innym miejscu – padł tam pewien spory buk, a okolica jest niezwykle śliska i zdradziecka. W tym miejscu zaczęliśmy bardziej zdecydowanie wytracać wysokość, przeszliśmy przez kamienne głazowisko by doświadczyć nasilenia się opadów na stokach Suchego Gronia (868 m n.p.m.). Ironia losu. Dla nas taki suchy to on nie był. Nieco dalej, przy Słowiance, zaczyna swój bieg czarny szlak, który zamyka wycieczkową pętlę prowadząc wprost do Skałki.

Gołąbek słodkawy lub fiołkowozielony (tak na moje oko – nie sprawdzałem koloru blaszek), napotkany w lesie tuż przed zakończeniem wycieczki.

Mając pewien bufor czasowy zwróciliśmy uwagę na masowo pojawiające się grzyby wszelkich rodzajów i gatunków. Oczywiście te najlepsze i na najlepszych stanowiskach już wiele godzin wcześniej wykosili miejscowi, ale i tak coś udało się znaleźć. Za to gołąbków (Russula), nie zbiera prawie nikt – i głównie one pozostały i pozowały do zdjęć. Jeden z nich został uwieczniony powyżej – oczywiście różnice kolorystyczne pomiędzy poszczególnymi gatunkami i odmianami w obrębie tego rodzaju są małe, więc i ten przypadek można uznać za jeden z dwóch gatunków, ale trzeba by go zabrać i zbadać w domu. Wolałem go pozostawić, niech będzie fotograficznym wspomnieniem tej niezwykle udanej eskapady. A czytających te słowa – zapraszam do odwiedzenia opisywanych miejsc. Naprawdę warto!

4 myśli na temat “Beskid Żywiecki. Stok Boraczego i Romanki pośród deszczu i mgły

Dodaj własny

  1. Byłam w tym roku na Romance, w drodze powrotnej z Rysianki. Mimo że niezbyt widokowy szlak, dał przyjemne wytchnienie od upału, no i dzięki swojej dzikości i zalesieniu ma zupełnie inny klimat. W takich mgłach musi być odczuwalny jeszcze wyraźniej… Też się rozglądałam i zastanawiałam cały czas, czy nie trafię na jakiegoś dzikiego zwierza w pobliżu 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Snippets of a Traveling Mind

Finding New Energy To Experience Life More Fully

meblościanka

Meblościanka jest pojemnym meblem, znajdzie się na niej miejsce na wszystkie przedmioty i zainteresowania, gromadzone przez lata, upychane i co jakiś czas ku uciesze odnajdywane. I taka jest ta strona: pojemna i o wszystkim, co może przyjść do głowy:).

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Wildonline.blog

British Wildlife & Photography

Kolej na kolej

Kolej w Polsce i na świecie - materiały archiwalne i aktualne

DRAGONFLY EFFECT

wild art nature download forest birds swamp dark mood black flowers music sensory slow life macro ważki las drzewa ptaki i robaki

ChyllOut

Wycieczki na chilloucie

Góroholiczka

góry, podróże, fotografia

Be positive & run

o bieganiu, górach, lasach, książkach...

Blog Przewodnika przewodniksudecki.net

Tematy górskie i okołogórskie. Pisze przewodnik górski sudecki

Dursztyn

Dursztyński portal informacyjny

Kamil Szczepka Okiem Przyrodnika

Edukacja przyrodnicza, badania przyrodnicze

Xplore Ton Monde

Explorer le monde d'une nouvelle façon!

Internetowy kurs języka macedońskiego

виртуални часови на Македонски

o 2 kroki stąd...

"Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart" (K.Wierzyński)

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: